
Nie chcę opowiadać fabuły filmu. Zdradzę jedynie, że możemy spojrzeć na współczesny Paryż, a także możemy rozkochać się w nim z perspektywy wspaniałych lat 20.
Po obejrzeniu filmu zawitało mi w głowie pewne spostrzeżenie, a mianowicie, iż zazwyczaj nie doceniamy czasów w których żyjemy. Wydaje nam się, że wcześniej tj. w innej epoce żyło się lepiej, łatwiej i przyjemniej. Z większą łatwością i naturalnością przychodzi nam uwielbienie dla twórców z przeszłości, co skutkuje częstym niedocenianiem naszych obecnych artystów. Historia niejednokrotnie przecież nam pokazała, ze artystę docenia się dopiero po jego śmierci.
A wy...macie jakąś ulubioną epokę do której chciałybyście się przenieść (choćby na wakacje)??
Macie jakieś ulubione filmy na jesienne wieczory? Co lubicie oglądać gdy za oknem deszcz?
Zdjęcia pochodzą z http://www.filmweb.pl/